Przejdź do treści
Strona główna » Hiszpania dzień 5 31.08.2026

Hiszpania dzień 5 31.08.2026

Tanger

O godzinie 8:00 ruszamy do oddalonej ponad 40 kilometrów Tarify skąd mamy zarezerwowany prom do Tangeru. Do Tangeru można również popłynąć z pobliskiego Algeciras, ale promy odpływające stamtąd dobijają do portu Tanger Med, który oddalony jest od miasta około 20 km. Natomiast płynąc z Tarify dotrzemy do Tanger Ville w samym mieście, co jest bardzo wygodne jeśli płyniemy na jeden dzień i nie mamy auta. Samochód zostawiamy na płatnym parkingu przy porcie (płacąc za parking należy pamietać o zeskanowaniu biletu na prom, co daje 20% zniżki). Po przejściu wszystkich procedur granicznych wchodzimy na pokład. My wybraliśmy firmę AML (Africa Morocco Link), a bilety kupiliśmy bezpośrednio na stronie internetowej przewoźnika.

Po niespełna godzinnym rejsie dobijamy do portu w Tangerze.

W terminalu portowym wypłacamy lokalną gotówkę z bankomatu. Co prawda w większości miejsc można płacić w euro, a obecny przelicznik to 1:10, to jednak warto mieć chociaż trochę dirhamów. Oczywiście zaraz zaczepił nas „przewodnik” tłumacząc, że bankomaty nie działają, a on nas zawiezie do działającego bankomatu i przy okazji pokaże miasto 🙂 Jak się okazało to nieprawda, ale Pan nie odpuszczał i eskortował nas do samego wyjścia z terminalu. Z portu udajemy się do medyny czyli historycznej części miasta. To labirynt wąskich uliczek pełnych sklepików i straganów, którymi docieramy do Grand Socco czyli targu.

To pokaźna hala pełna straganów ze wszystkim od artykułów przemysłowych przez przyprawy po mięso i ryby. Wrażenia, szczególnie zapachowe, niezapomniane 🙂

Przyszedł czas na kawę. Szukamy jakiejś kawiarni przy placu Grand Socco. W końcu zostajemy zaproszeni do stolika w ulicznym barku. „Kelner” zapewnia, że ma ciasto i kawę, po czym przyprowadza kolegę, który dopytuje czego tak naprawdę oczekujemy. Gdy przekazuje naszemu kelnerowi tamten znika na kilka minut, a gdy wraca niesie torbę pełną ciasta. Dostajemy więc talerz z ciastem i trzy kawy.

Płacimy za to specjalne zamówienie 20 euro. Cena z kosmosu, ale tak nas ta sytuacja rozbawiła, że machamy na to ręką. Dostajemy jeszcze ciasto na wynos. O 13:00 odbiera nas kierowca Mehdi, który zawiezie nas do jaskini Herkulesa. Taką wycieczkę zarezerwowaliśmy przez stronę GetYourGide. Za osobę to koszt niecałe 120 zł. Jedziemy ulicami Tangeru. Kierowca pokazuje nam ulicę Kalifornia przy której mieszczą się rezydencje bogaczy oraz rezydencję króla. Zaskakuje nas, że jest bardzo zielono. Mehdi mówi, że północne Maroko jest zielone.

Docieramy na plażę, gdzie czeka nas pierwsza atrakcja, która jest wliczona w cenę wycieczki – przejażdżka na wielbłądzie.

Kolejnym przystankiem jest jaskinia Herkulesa. Wstęp jest płatny 80 dirhamów za osobę (płatność tylko gotówką w lokalnej walucie). Muszę przyznać, że sama jaskinia jest dla mnie rozczarowująca. Może dlatego, że oczekiwałem czegoś innego. Spodziewałem labiryntu ciemnych korytarzy z wpadającymi do nich falami oceanu, a tymczasem to duża grota oświetlona na kolorowo z jednym „oknem” na ocean i do tego miejsce bardzo komercyjne.

Ostatnim miejscem do którego wiezie nas Mehdi to latarnia morska Cap Spartel. Latarnię można zwiedzać. Wstęp kosztuje 50 MAD. My zadawalamy się widokiem z zewnątrz.

Kierowca odstawia nas do Tangeru w pobliże znanej restauracji/kawiarni Cafe Hafa. Jest to lokal z wieloma tarasami rozmieszczonymi na klifie oferującymi widok na ocean i pobliski port. Obiad i kawa dla trzech osób kosztuje nas również 20 euro co przekonuje nas, że poprzedni „restaurator” z placu Grand Socco zrobił na nas interes życia 🙂

Po posiłku schodzimy schodkami z klifu i udajemy się do portu. Przechodzimy kontrole celne, wsiadamy na prom i kończymy naszą przygodę z Tangerem.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany