Lizbona – Warszawa
Niestety czas wracać do domu. Samolot mamy o 7:00. Wstajemy więc 4:30 i idziemy na przystanek autobusowy. Metro w Lizbonie kursuje od 6:30, więc musimy pojechać nocnym autobusem nr 208. Wsiadamy o 5:08, odbijamy nasze wciąż ważne dobowe bilety i po niespełna 40 minutach wysiadamy na lotnisku. Tak pechowo się składa, że trafiamy na sporą kolejkę do kontroli bezpieczeństwa, w której stoimy godzinę. Robi się nerwowo. Biegniemy do bramki i z ulgą widzimy jeszcze kilka osób czekających na wejście. Ze względu na mgłę samolot jest opóźniony i to nas uratowało. Nauczka na przyszłość, że trzeba być te 2 godziny przed planowanym odlotem.


W samolocie siedzimy jeszcze 30 minut, bo jak poinformował kapitan, ze względu na mgłę zrobił się korek i musimy czekać na naszą kolej. W końcu startujemy i po 4 godzinach lądujemy na Okęciu. Brr, zimno! Jeszcze kilkanaście minut jazdy autobusem i jesteśmy w domu. Kończymy naszą wyprawę. Cóż, musimy czekać do następnego wyjazdu, który będzie… zupełnie gdzie indziej 🙂
Podoba mi się ta rzeczowa relacja. Chciałem wrócić na Maderę po kilku latach (na szczęście już bez dzieci :-)) żeby zrobić parę trekkingów ale widzę że to jest ciekawszy kierunek. Trzeba korzystać nim się inni zorientują
Madera jest super, ale ostatnie zmiany tam wprowadzone (opłaty za szlaki, konieczność rezerwacji wejścia na szlak, planowana opłata od wynajmu auta) trochę mnie zniechęcają do powrotu. Cabo Verde jest super alternatywą na zimę. Jest cieplej niż na Maderze i nie ma tłumu turystów. Na szlakach często byliśmy sami lub spotykaliśmy najwyżej kilka osób. Fajny kierunek na zimę to też Azory. Również niewielu turystów w zimie, ale pogoda zdecydowanie kapryśniejsza niż na Cabo Verde.
o kurcze tu jest opisane 2 tygodnie wyprawy; czegoś takiego szukałem
Cieszę się, że moje wypociny komuś się przydadzą 🙂