Przejdź do treści
Strona główna » Hiszpania dzień 7 2.09.2026

Hiszpania dzień 7 2.09.2026

Sewilla

Dzisiaj w planach mamy zwiedzanie Sewilli. Ruszamy przed 8:00, gdy jest jeszcze szarówka. Pokonanie niespełna 200 km zajmuje nam ponad 2 godziny. Po drodze robimy przystanek w winnicy Páez Morilla licząc, że będzie tam jakaś ekspozycja i sklep firmowy, ale brama jest zamknięta 🙁 W Sewilli parkujemy na płatnym parkingu San Bernardo i dalej zwiedzamy na nogach. W pierwszej kolejności idziemy do parku Marii Luizy, gdzie znajduje się Plac Hiszpański. To półkolisty plac z fontanną otoczony budynkiem z galerią arkadową. Plac otacza kanał nad którym przerzucone są malownicze mostki. Można tutaj przepłynąć się łódką po kanale lub przejechać bryczką po alejkach parku.

My korzystamy z tej drugiej atrakcji (koszt 45 euro).

Następnie udajemy się w okolice kompleksu pałacowego Alkazar gdzie przechadzamy się Aleją Wody. Jest to podwójnie przesadzona nazwa, bo ani to aleja tylko wąska uliczka przy murze pałacowym, ani też nie ma tu nic wspólnego z wodą, przynajmniej w dzisiejszych czasach. Za to sama „aleja” jest urokliwa.

Spacerując wąskimi uliczkami dochodzimy do katedry Najświętszej Marii Panny. Jest to największa gotycka katedra na Świecie i trzeba przyznać, że robi wrażenie.

Tuż obok znajduje się Główne Archiwum Indii. Warto wejść do środka i zobaczyć piękne wnętrza budynku (wstęp bezpłatny).

Kierujemy się dalej w stronę kanału Alfonso XIII, nad którym stoi Torre del Oro, czyli Złota Wieża. Wieżę można zwiedzić. W środku zobaczymy modele żaglowców i statków, a z góry możemy podziwiać widoki. Za wstęp płacimy dowolną kwotę według uznania czyli „co łaska” 🙂

Idąc wzdłuż kanału docieramy do Plaza de Toros czyli areny walk byków.

Tutaj ponownie zagłębiamy się w uliczki starej części miasta, którymi dochodzimy do ratusza. Niestety przylegający do niego plac Plaza Nueva jest w remoncie i przez to ratusz nie prezentuje się okazale.

Ostatnim punktem naszego spaceru jest Plaza de la Encarnación – plac nad którym rozciągnięty jest Matropol Parasol, podobno nazywany przez mieszkańców „grzybami”.

Tutaj kończymy zwiedzanie. Seniorzy zostają w cieniu grzybów, a ja z buta, nie przejmując się upałem (termometr pokazuje 48 stopni) wracam na parking i jadę autkiem ich odebrać.

Dotarcie do placu samochodem trochę podnosi mi ciśnienie. Jazda wąskimi uliczkami starej części miasta i nawigacja, która uparcie chce mnie prowadzić pod prąd, dostarczają sporych emocji. W końcu jednak się udaje. Bez przygód wracamy do La Linea, gdzie udaje nam się dotrzeć w ostatnich promieniach słońca.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany