Cabo de Roca – Lizbona – Fonte da Telha
Rano przylądek nadal spowity jest w gęstej mgle. Spokojnie czekamy, aż mgła się odsunie i będziemy mogli podziwiać widoki. Trochę podśmiewamy się z wycieczek autokarowych, które podjeżdżają na 10 minut oglądają mgłę i odjeżdżają, bo nie ma przecież czasu na czekanie, aż mgła opadnie. Tak kamperowanie to fajowa sprawa. Nikt Cię nie pogania i nie decyduje za Ciebie co i kiedy masz oglądać. W końcu mgła znika i możemy iść na przylądek.





Jeszcze wizyta w sklepie z pamiątkami, zakup obiecanej plakietki dla kolegi krzlac (mam nadzieję, że kupiłem to co trzeba) i możemy ruszać do Lizbony. Do miasta wjeżdżamy brzegiem rzeki od strony oceanu szukając dogodnego miejsca do zaparkowania. Zatrzymujemy się na znanym parkingu przy przystani. Co prawda pod znakiem parking jest tabliczka, że nie dotyczy autocaravan, ale stoi sporo kamperów więc i my również decydujemy się zaparkować. Dalej na rowerach wzdłuż rzeki docieramy Terreiro do Paco gdzie przy placu przypinamy rowery i dalej na piechotę ulicą Rua Augusta docieramy do Martim Moniz skąd odchodzi słynny żółty tramwaj nr 28. Uwaga! Bilety na tramwaj można kupić u motorniczego za 2.85€/os., ale dwa razy taniej wychodzi kupić na stacji metra w automacie kartonową kartę viva viagem za 0.5€ i na nią można nabić dowolną ilość przejazdów po 1.40€ lub zasilić ją kwotą od 3€ do 15€ i wtedy pojedynczy przejazd jest jeszcze tańszy bo od naszej kwoty odejmowane jest 1.25€. Bilet jednorazowy ważny jest 60 minut od skasowania (przyłożenia karty do czytnika) więc można się przesiadać. Można też na kartę nabić bilet 24 godzinny za 6€ uprawniający do przejazdu autobusami, tramwajami, metrem i windami. Kupuję więc w automacie trzy kartonikowe karty i nabijam na nie po 2 przejazdy co razem daje 9.90€ (u kierowcy jeden przejazd kosztowałby nas 8.55€) i po 45 minutowym staniu w kolejce na przystanku jedziemy słynną linią 28. Tramwaj przeciska się wąskimi uliczkami dzielnicy ALFAMA przejeżdża obok placu z naszymi rowerami i dowozi nas na końcowy przystanek na placu Luis de Camoes.




Stąd udajemy się piechotą na pobliski punkt widokowy Sao Pedro de Alcantra skąd roztacza się panorama Lizbony. Zjeżdżamy w dół windą szynową Calcada da Gloria wykorzystując drugi przejazd z naszych kartoników, a następnie na tym samym bilecie w ramach 60 minut wracamy metrem do rowerów.




Na placu szykowana jest olbrzymia strefa kibica na którą ściągają kibice, bo za godzinę rozpocznie się półfinał z udziałem portugalskiej drużyny. Na rowerach wracamy do kampera. Uznajemy, że nie chcemy wiedzieć co się będzie działo jak Portugalczycy wygrają, a tym bardziej jak przegrają.


Korzystając, że mecz właśnie się zaczął i ruch w mieście prawie ustał opuszczamy Lizbonę przejeżdżając mostem Ponte 25 de Abril.

Po przejechaniu mostu udajemy się do miejscowości Fonte da Telha gdzie parkujemy w towarzystwie trzech innych kamperów można powiedzieć, że prawie na plaży. Oglądamy drugą połowę meczu i idziemy spać delektując się spokojnym szumem oceanu.


Podsumowując Lizbona nie wywarła na nas jakiegoś szczególnego wrażenia. Hałas, tłumy turystów, smród spalin i dymu papierosowego, pełno podejrzanych typków oraz bezdomnych, policja uzbrojona po zęby spowodowały, że nie czuliśmy się w tym mieście komfortowo. Wolimy jednak zwiedzać mniejsze bardziej klimatyczne miasteczka oraz podziwiać naturę.
N 38.695624 W 09.198429 – Lizbona, parking przy przystani promowej
N 38.566939 W 09.193049 – Fonte da Telha, miejscówka prawie na plaży