Rohia – Turda
Poranną kawę pijemy przed kamperem sycąc oczy widokami na okolicę. Jednak czas ruszać w dalszą trasę. Wracamy do szosy i podążamy na południe. W pewnym momencie drogę przecina nam stado owiec prowadzone przez psy pasterskie.


Pokonujemy ok. 130 km do miasta Turda, gdzie znajduje się kopalnia soli – Salida Turda. Sobota to nie jest najlepszy termin na jej zwiedzanie, ale nie mamy wyboru. Najbliższy parking okazuje się pełny. Zresztą i tak jest zakaz dla kamperów. Jednak po drugiej stronie drogi jest niewielki parking gdzie stoją 2 kampery. Bramka jest otwarta, więc i my się tam przytulamy (namiar na mapce). Nie mamy kupionych biletów on-line. Idziemy rozeznać sytuację. Jest niewielka kolejka do kas, ale tragedii nie ma. Po ok. 20 minutach kupujemy bilety (60 lei/os.) i wchodzimy do środka. Na dół można zjechać windą do której stoi kolejka lub zejść 13 pięter po schodach bez stania w kolejce. My mamy zdrowe nóżki i schody dla nas nie straszne, więc wybieramy tę drugą opcję. Byliśmy w Wieliczce, ale ta kopalnia wygląda zupełnie inaczej. Jest to wydrążona olbrzymia komora na dnie której zlokalizowane są różnego rodzaju atrakcje. Jest tu pole do mini golfa, stoły bilardowe, stoły do ping-ponga, plac zabaw, fotele z masażem, a nawet koło młyńskie. Wszystko oddzielnie płatne i tylko gotówką. Jedna wielka komercja.






Kolejne trzynaście pięter niżej znajduje się jezioro z wysepkami między którymi można popływać łódką.




Pokonujemy 26 pieter po schodach w górę i wychodzimy na powierzchnię. Początkowo nie mieliśmy w planie odwiedzania kopalni, ale czytając skrajnie różne opinie postanowiliśmy sami ocenić. Jednym może się podobać, innym nie, ale warto zobaczyć to miejsce i wyrobić sobie własne zdanie. Ocenę zostawiam Wam. Zrobiło się popołudnie. Ponieważ w palnie mamy odwiedzenie pobliskiego wąwozu Turda, jedziemy na półdziki parking znajdujący się u jego wylotu. Tutaj parkujemy nad niewielkim strumieniem z widokiem na kanion.

Zaczyna padać deszcz, więc wycieczkę zostawiamy na jutro.
Czytam i przypominam sobie Rumunię. Pozdrawiam.
PS. Byłem pod urokiem delty Dunaju. Jeśli nie macie jej w planach to polecam, szczególnie pływanie łodzią do pelikanów.
Nie wiem czy starczy nam czasu.