Vassiliki c.d.
Kolejny dzień spędzony na plaży i pływaniu. Schemat wiatru bardzo podobny. Rano przyjemny wiaterek od morza po południu odkrętka na boczny z większą siłą. Z tym, że dzisiaj wiatr wzmógł się wcześniej i był o wiele silniejszy niż wczoraj. W pewnym momencie za silny na moje umiejętności i mój sprzęt. Zrobiłem sobie więc przerwę i na wodę wróciłem dopiero pod wieczór jak wiatr trochę zelżał. Tradycyjnie jak słońce schowało się za górę wiatr siadł zupełnie. Zastanawiamy się skąd wziąć wodę do kampera. Niby na plaży pełno kraników z wodą, ale są to prywatne ujęcia szkółek windsurfingowych i pensjonatów. Głupio byłoby korzystać z ich wody. Spacerując wczoraj po Vassiliki nie znaleźliśmy żadnego ogólnodostępnego kranu z wodą. Zobaczyłem, że stojący obok Słoweńcy przywożą skądś wodę na skuterku. Zapytałem i dowiedziałem się, że jadąc drogą pod górę w kierunku zachodniego wybrzeża 3 km za Vassiliki jest po lewej stronie drogi kranik z wodą. Gdy słońce zaszło i temperatura zrobiła się znośna biorę rower oraz 20l kanisterek na bagażnik i ruszam szukać wody. Gładko przejeżdżam przez miejscowość. Dalej droga zaczyna się wspinać pod górę. Z zawrotną prędkością 8 km/h wspinam się i ja. Po pewnym czasie droga troszkę się wypłaszcza i przyśpieszam do 10 km/h. Potem znowu trochę stromiej. Po pokonaniu 3,6 km od naszego miejsca postoju znajduję kranik przy drodze. Tankuję i już po ciemku wracam w dół. Tym razem nogi odpoczywają, a pracują zmęczone od pływania dłonie zaciśnięte na klamkach hamulców. Wysiłek rekompensują mi widoki na oświetlone Vassiliki. We wczorajszym wpisie zapomniałem napisać, że w porcie można wykupić całodzienną wycieczkę statkiem po okolicznych wyspach i atrakcjach (koszt 20€/osoba, dzieci do 10 lat 10€), a w szkole nurkowej usytuowanej przy plaży można spróbować przygody z nurkowaniem (szkolenie i półgodzinne zejście pod wodę 60€/osoba).
N 38.653424 E 20.599828 (38°39’12.32” 020°35’59.38”) – kranik przy drodze z pitną wodą
Piwo za relacje bo fajne foty i info dla tych co na dziko. Czytam te twoje fajne relacje i się zastanawiam co tobą kieruje że unikasz campingów ( wręcz w taki sposób ostentacyjny ).
Proszę o szczerą odpowiedz , czy upalne noce w kamperze Ci pasują i jezdzenie rowerem po wodę. Czy jesteś zdania że wydałeś kupę kasy na campera i musi się zwracać ,czy po prostu na dziko i kłopoty z tym związane traktujesz jako wakacyjną przygodę i fan.
Proszę nie traktuj ten post jako złośliwy , po prostu jestem ciekaw.
W zasadzie sam sobie odpowiedziałeś. Wszystko to razem plus to, że nie lubimy stać jeden na drugim i zaglądać sobie w okna. Stając na dziko najczęściej mamy super widoki za oknem, a na kempingu najczęściej widzimy jakiś płot, budynek lub ścianę przyczepy sąsiada. Generalnie jeździmy tak, że nie stoimy w jednym miejscu dłużej niż dwie noce, bo nas nosi i nie wytrzymujemy stacjonarnie. Wyjątki są tak jak teraz kiedy pływam na desce, ale to rodzina się poświęca i zaciska zęby żeby wytrzymać tydzień w tym samy miejscu. Kiedy się przemieszczamy kłopoty w zasadzie nie występują bo zazwyczaj w drodze trafi się miejsce gdzie można nabrać wody itp. W sumie lubię jeździć na rowerze. Jak mam jeździć w koło po okolicy bez sensu to lepiej pojechać po wodę jest trening i fan przy okazji. Nocny powrót to też była fajna przygoda. Oczywiście strona finansowa tu ma też ogromne znaczenie. Noc na kempingu naszej załogi zaczyna się od 20€ (w Vassiliki np. 25€). Przy 35 nocach policz sobie jaka kwota wychodzi – można kupić paliwa na objechanie połowy Europy. Ostatnią rzeczą to uważam, że kemping jest dla przyczep i namiotów, a nie dla kamperów. Nie lubię płacić za coś czego nie potrzebuję. Ja potrzebuję placu, wody, śmietnika i zrzutu nieczystości. Nie potrzebna mi cała reszta – sklepiki, restauracje, toalety, zmywalnie naczyń itp. itd. Dla kampera dobry jest camperpark i to też co którąś noc. Noce upalne są tak samo na kempingu jak i na dziko. Nie mam klimy postojowej, a prąd mam z solarów więc prąd kempingowy jest mi zbędny i nic nie wnosi. Jeszcze czasem (szczególnie w Polsce) trafia się kłopotliwe towarzystwo, a my wolimy ciszę i spokój. Oczywiście na dziko też się może trafić, ale wtedy zawsze mogę zmienić miejsce. Kemping za który już się zapłaciło szkoda zmieniać. Mam nadzieję, że zaspokoiłem Twoją ciekawość. To teraz wracam do relacji.
P.S. W Vassiliki chcieliśmy stanąć na kempingu na jedną, dwie noce, ale po wizji lokalnej nam przeszło. Kemping nazywa się „Vassiliki Beach”, ale to taki chwyt marketingowy bo nie ma dostępu do plaży. Żeby popływać na desce musiałbym latać z żaglami 100m po asfaltowej drodze, albo codziennie wyjeżdżać z kempingu i przyjeżdżać tutaj gdzie stoimy i wracać na noc na kemping (tak niektórzy przyczepowcy robią, ale oni przyjeżdżają tylko osobówką ze sprzętem).
… ja dodałbym apropo zatrzymywania się na 1 noc na kempingu: strata czasu na rezerwacje, zarejestrowanie, wyrejestrowanie…
Dzięki za odpowiedz , powodzenia w dalszej podróży.
Nie jesteście jedyni My też preferujemy taki styl kamperowania. Jeśli chodzi o kempingi to tylko wtedy, kiedy (ze względu na zwiedzanie) musimy zostawić kamperka bez opieki na cały dzień w „niebezpiecznej” okolicy.
Popieram w pełni. Róznica taka ,że my po sezonie.Zbyszek pilnuje wody,i jak jest okazja dopełnia też baniaki/mamy mały zbiornik 70l./.Nawet jak spotkamy jakieś nasze kampery to nie stajemy w podkowę/tak jak pokazuja fotki na forum/a wzdłuż. Dakota powiedział [b]/stal na kempingu termalnym/,że po co mu słyszeć jak sąsiad puszcza bąka. Często jesteśmy w Grecji nad jeziorem Koutseki,4 km od Termopili.To motorem jedziemy po wode pod Leonidasa,pranie robimy,.w goracej rzece.Tam nie ma kempingu.Prądu nam starcza nawet na oglądanie TV 3 godz. wieczorem. Jeszcze ważneGrecja to nie Hiszpania gdzie wielu kamperów miało przygody z włamaniem.
Coś w tym jest. Czujemy się tu bezpieczniej. Nawet śpimy z otwartymi oknami. Widzimy też, że inni zostawiają kampery nawet otwarte. Może to tylko takie przekonanie, ale wydaje się bezpieczniej.
Co do bezpieczeństwa to na parkingu przy wodospadzie Leonidasa pełno szkieł po wybitych oknach…
Nie wiem gdzie stoicie przy plaży przed rzeczką czy za patrząc od strony portu..
Jak ja byłem to od strony portu jak się kończy droga przy linii brzegowej w strone rzeczki był opuszczony budynek Ala to tawerna na zewnątrz był czynny kran sprawdź jak go nikt nie zagospodarował do tej pory
Sprawdzałem wcześniej. Kranik jest, ale wody brak 🙁