Grindavik – Reykjavik – okolice Glymur
Niestety wczoraj nie doczekaliśmy się na lepszą pogodę. Wiało i padało. Kemping w Grindavik to zdecydowanie najlepszy kemping z tych na których do tej pory nocowaliśmy. Znajduje tu się wyposażona kuchnia, świetlica, natryski wliczone w cenę, plac zabaw, grill. Ponieważ miasto jest zagłębiem rybołówstwa to atmosferę trochę psuje unoszący się zapach ryb. Rano nie pada i nie wieje. Prognozy przewidują, że powinno się to utrzymać przynajmniej do 13:00. Szybko więc się zbieramy i ruszamy na rowerach obejrzeć świeżą lawę. Pokonujemy szosą 6,5 km na parking skąd wychodzą szlaki. Można pójść w lewo lub w prawo. Szlak w lewo ma trochę ponad 2 km i prowadzi do punktu widokowego, natomiast ten w prawo ma 3,8 km i również prowadzi do punktów widokowych. Decydujemy się pójść w lewo. Droga jest utwardzona i wygodna choć trzeba trochę się wspiąć do góry. Wysiłek wynagradza nam widok świeżej zeszłorocznej wciąż parującej lawy. Zeszłoroczna powolna erupcja wulkanu Geldingadalir była największą nową atrakcją turystyczną. Choć póki co wulkan się uspokoił to i tak warto zobaczyć efekty jego najnowszej działalności. Po dotarciu na punkt widokowy postanawiamy przejść kawałek po zboczu bez szlaku docierając do obecnie już nie używanego szlaku B, który jest wciąż dobrze oznaczony i tym szlakiem zataczając pętlę wracamy na parking robiąc w sumie 7.5 kilometra. Dobrze, że przyjechaliśmy wcześnie. Teraz parking jest już prawie pełen i na szlak ruszają wycieczki. My mogliśmy rozkoszować się widokami w samotności.







Wracamy na kemping, który opuszczamy i kierujemy się do Reykjaviku. Tutaj parkujemy w centrum handlowym niedaleko doków portowych i ruszamy na spacer po stolicy Islandii. Wchodzimy do znajdującej się niedaleko, mieszczącej się w zielonym baraku z blaszanym dachem, znanej restauracji, w której serwują dania regionalne – głównie owoce morza. Wystrój wnętrza jest bardzo klimatyczny choć są one dosyć ciasne. Zamawiamy stek z wieloryba (490 ISK) i zupę z homara (1680 ISK). O ile stek smakiem nie powala to zupa podana ze świeżą bułką i masłem jest pyszna.



Nie mamy jakiegoś szczególnego planu na zwiedzanie miasta. Chcemy po prostu przejść się i poczuć jego klimat. Spacerujemy więc ulicami pełnymi ludzi co jest widokiem niecodziennym w Islandii. Zazwyczaj miasteczka robią wrażenie wyludnionych. Mijamy wiele restauracji, barów i fastfoodów – naprawdę jest w czym wybierać. Odwiedzamy też kilka z wielu sklepów z pamiątkami. Oglądamy kolorowe domki i główny punkt kościół Hallgrimskirkja, z górującą nad miastem wieżą. Nasyceni atmosferą i trochę zmęczeni tłumami wracamy na parking i opuszczamy miasto.





Kierujemy się na północ do wodospadu Glumur. Po pokonaniu ok. 60 km zatrzymujemy się na nocleg przy drodze 47 w niewielkim lasku.
Momentami widoki jak z filmów SF.
Nie bez powodu na Islandii kręcono wiele scen do Gwiezdnych Wojen czy Gry o tron.